Czarny łabędź lub raczej szary nosorożec. Branża tech odbudowuje zaufanie

W ciągu ostatnich czterech lat koncerny technologiczne mogły pochwalić się dużą dynamiką rozwoju, ale problemem stawała się rosnąca nieufność prywatnych użytkowników i krytycyzm mediów. Obecna sytuacja związana z globalnym kryzysem może być dla branży okazją ku temu, by odbudować jej reputację.

Podziel się

facebook twitter linkedin email
czarny łabędź rhino blog Norbert Biedrzycki

W ciągu ostatnich czterech lat koncerny technologiczne mogły pochwalić się dużą dynamiką rozwoju, ale problemem stawała się rosnąca nieufność prywatnych użytkowników i krytycyzm mediów. Obecna sytuacja związana z globalnym kryzysem może być dla branży okazją ku temu, by odbudować jej reputację. Czy będzie to czarny łabędź czy szary nosorożec?

Sytuacje kryzysowe bywają okazją do zjednania sobie opinii publicznej lub gwałtownej utraty jej przychylności. Pandemia dla branży technologicznej niesie szereg zagrożeń, ale i szans. Koncerny mogą przekuwać obecne, podejmowane na gorąco działania, na sukces wizerunkowy. Spróbujmy więc odpowiedzieć na pytanie, jak ostatnie wydarzenia mogą wpłynąć na postrzeganie sektora technologicznego.

Społeczna odpowiedzialność branży

Startupy i globalne koncerny zaangażowały się w niesienie pomocy zarówno indywidualnym osobom jak i instytucjom publicznym – w tym przede wszystkim szpitalom. Liczne warianty software’ u i aplikacji przeznaczonych do analizowania danych o COVID-19 pochodzących z różnorodnych źródeł, udostępniane są pro bono instytutom naukowym. W darmowych kilkumiesięcznych abonamentach szpitale uzyskują dostęp do oprogramowania bazującego na sztucznej inteligencji, pomagającego w diagnozowaniu i rejestrowaniu pacjentów. Na wydłużone, darmowe okresy próbne mogą liczyć użytkownicy urządzeń w chmurze oferowanych przez koncerny Amazon, Microsoft i Google. Wiele firm inicjuje projekty dedykowane osobom, które zostały bez środków do życia. Przykładem może być na bieżąco aktualizowana mapa prezentująca rozmieszczenie punktów dystrybuujących darmową żywność na terenie Stanów Zjednoczonych. Niezliczone są inicjatywy finansowe, dzięki którym możliwa jest przynajmniej chwilowa poprawa sytuacji w cierpiącej na wszelkie deficyty służbie zdrowia. Prospołecznych pomysłów, w których technologie odgrywają ważną rolę jest mnóstwo.

Podsumowaniem powyższych inicjatyw mogą być słowa Billa Gatesa: “Podczas II wojny światowej niesamowita liczba innowacji, takich jak: radar, torpedy i urządzenia do łamania kodów, pomogła szybciej zakończyć wojnę. Podobnie będzie z pandemią. Dzielę innowacje na pięć kategorii: leczenie, szczepionki, testy, śledzenie kontaktów i politykę powrotu do normalności. Bez postępów w każdym z tych obszarów nie możemy wrócić do normalnego uprawiania biznesu i zatrzymania wirusa.”

Bardziej szanowane społeczności

Facebook trzy lata temu przeżywał kryzys wizerunkowy w związku z niekontrolowanym wypływem danych – chodzi o aferę Cambridge Analityca. Zmagał się też z oskarżeniami o brak reakcji na masowo zakładane fałszywe konta, które służyły do prowadzenia kampanii dezinformacyjnych. Można znaleźć pewne podobieństwa między obecną sytuacją a wydarzeniami sprzed czterech lat. Właśnie teraz, kolejny raz, portal zmaga się z problemem fałszywych kont i fakenewsów – które tym razem dotyczą koronowirusa. Wydaje się, że portal oskarżany w przeszłości o zaniechania, chciał wyciągnąć konstruktywne wnioski. Użytkownik zgłaszający podejrzane konto – każdy ma taką możliwość – otrzymuje informację, że prośba nie zostanie bez odpowiedzi. Dodatkowo Faceboook umieszcza prośbę o cierpliwość – bo jak twierdzą władze Facebooka – w trakcie pandemii liczba fakenewsów i fikcyjnych profili lawinowo wzrosła. Poza tym Facebook zaniechał strategii neutralności wobec publikowanych treści – mocno krytykowanej przy okazji amerykańskich wyborów. Teraz po prostu usuwa niektóre strony, łącznie z tymi, które promują protesty przeciwko pozostaniu w domu. Taka selekcja może spotkać się z przychylną reakcją użytkowników, którzy wcześniej krytykowali bierność w tej kwestii. Poza tym Facebook zdecydowanie walczy o dobrą opinię, promując akcje pomocowe, streamingi wydarzeń kulturalnych, a także agreguje wartościowe treści związane z koronawirusem.

Zakupy od A do Z

Amazon przeżywa okres wzrostu, co łatwo wytłumaczyć ograniczeniami dotyczącymi tradycyjnego handlu. Firma kojarzona głównie ze sprzedażą książek i płyt w okresie pandemii nie jest w stanie realizować wszystkich zleceń w terminie. Olbrzymi popyt spowodował zaburzenie harmonogramów dostaw, które są obecnie w dużo większym stopniu związane z potrzebami podstawowymi. Na stronie internetowej największego sklepu online na świecie zamawiane są masowo produkty spożywcze i artykuły higieniczne. Właśnie dzięki rozszerzeniu asortymentu Amazon może liczyć na jeszcze większe umocnienie swojej pozycji i wzmocnieniu swojej roli jako globalnej platformy zakupowej. Zarazem pojawia się pytanie, czy doprowadzi to do uruchomienia – z czasem – kolejnej fali krytyki, która dotyczyć będzie tendencji do zmonopolizowania handlu. A krytyka ta towarzyszy firmie od lat. Masa konsumentów dokonuje wyboru, kupując w Amazonie. Jednocześnie opinia publiczna nie do końca potrafi bagatelizować informacje o niewystarczających procedurach bezpieczeństwa, które Amazon stosuje teraz w swoich magazynach. W najbliższej przyszłości koncern zapewne będzie chciał wykorzystać zainteresowanie klientów nową grupą produktów. Może to być próba stworzenia wizerunku firmy, która zaspakaja wszystkie potrzeby nawet w najtrudniejszych czasach.

Budowanie bezpiecznych relacji

Technologia sprawdza dzisiaj swoją przydatność w szacowaniu rozwoju pandemii i jej monitoringu. Jest to dobry czas dla producentów software’u, którzy postawili sobie za cel walkę z wirusem. Można mówić o wysypie projektów – w postaci aplikacji, które mają pomagać w obserwacji ognisk zapalnych, czy rejestrować objawy i reakcje fizyczne. Przykładem jest wspólny projekt Apple i Google w postaci aplikacji, która ma ułatwić śledzenie nosicieli wirusa, a tym samym jego transmisję na inne osoby. Dane mają być przesyłane między smartfonami przy pomocy bluetooth, użytkownik ma pozostać anonimowy dzięki zastosowaniu specjalnego klucza, uruchamianie aplikacji będzie dobrowolne. W oparciu o bluetooth działa również system PACT opracowany przez naukowców z MIT. Ma pomagać urzędnikom zdrowia publicznego w śledzeniu COVID-19 przy jednoczesnym zachowaniu prywatności.

Szacunek dla prywatności

Tyle w teorii. Czy rzeczywiście dane użytkowników obu tych systemów będą dostatecznie chronione, trudno teraz wyrokować. Problem niedostatecznej ich ochrony pojawił się też w związku z olbrzymią popularnością aplikacji Zoom, które odnotowała w ostatnim okresie rekordowy przyrost użytkowników. Pytanie, które będziemy długo sobie zadawać dotyczy tego, na ile w obecnej sytuacji – a w niej królują emocje – będziemy w stanie dokonywać racjonalnych wyborów, uważając na to, co uruchamiamy na naszym smartfonie. Na ile – stosując się do zaleceń i ostrzeżeń – będziemy zdolni do sprzeciwu w sytuacji, gdy jakaś instytucja lub firma, składając nam obietnice skutecznej walki z koronawirusem, nie będzie przestrzegać naszego prawa do prywatności.

Moja misja to docenić zaufanie

Pandemia pokazała jak mocno jesteśmy związani z technologią – zarówno jako indywidualni konsumenci, jak i pracownicy firm i instytucji publicznych. Jest ona niezbędna do podstawowego funkcjonowania w czasach normalności, jest po prostu jej częścią. O tym, że bez niej nie można się obejść w sytuacji kryzysowej, dowiedzieliśmy się w ciągu zaledwie kilku tygodni. Apple, Amazon, Google, Microsoft, Facebook, Netflix pomagają nam w utrzymywaniu elementarnego ładu w mocno zaburzonym życiu. Wkład tych firm w ponowne regulowanie świata jest olbrzymi. Powstaje oczywiście pytanie, jakie wnioski wyciągną koncerny z tego faktu. Z faktu, że miliony ludzi na całej ziemi – pozbawionych wyboru – zaczęło z wyjątkową intensywnością korzystać z cyfrowych narzędzi. Takiego zaufania nie można nie docenić, nie należy go marnować, należy je szanować. O tym, czy koncernom, które w czasie pandemii odnotowują duże wzrosty, udało się nawiązać faktycznie lepsze relacje z użytkownikami, przekonamy się dopiero za kilka lub kilkanaście miesięcy. Bo tyle chyba potrzebujemy, by wrócić do spokojniejszego postrzegania rzeczywistości.


.    .   .

Powiązane artykuły:

– Algorytmy zrodzone z naszych uprzedzeń

– Jak regulować sztuczną inteligencję?

– Czy sztuczna inteligencja uratuje rynek pracy?

– Sztuczna inteligencja jest sprawnym bankierem

– Czy algorytmy będą popełniać zbrodnie wojenne?

– Sztuczna inteligencja to nowa elektryczność

Skomentuj

10 comments

  1. TomK

    Jasne, że ważne jest zachowanie własnej tożsamości i dobrze byłoby pozostać… ludzkim. Ale o ile pewności oczywiście nie ma, ryzyko utraty tych cech wydaje się być realne.

    Elon Musk spytany czemu już mniej aktywnie wypowiada się w temacie AI odpowiedział… że stracił nadzieję. Do tego dodał, że ponad dekadę zajęło ludzkości wprowadzenie obowiązkowych pasów bezpieczeństwa w samochodach, a dla sztucznej inteligencji taki okres czasu to jak setki/miliony lat pod względem rozwoju… Dlatego kiedy powstanie to powstanie i pozostaniemy na jej łasce lub niełasce z małą możliwością ingerencji w jej działania.

    Z kolei jako że jesteśmy dosyć podzieleni.. I nawet jeśli jedna grupa ludzi lub państw postanowi wprowadzić jakieś regulacje w tym temacie inna grupa może sobie je zwyczajnie zignorować.. No nie wiem.

    Zobaczymy… Oby skończyło się jak najlepiej.

  2. Zeta Tajemnica

    no nie tylko statystyka za tym się kryje 😉 tak jak powiedzieć zamieńmy digitalizacja na matematyka – cyfrowy dźwięk, obraz, tekst daje nieco więcej niż czysta reprezentacja matematyczno statystyczna i liczydło

  3. Aaron Maklowsky

    Czy tylko mnie przeraża że dalej żyjemy w systemie w którym to budzi jakiekolwiek obawy?
    Automatyzacja nie tylko „nie jest z gruntu zła”, to potencjalnie w przyszłości najwyższy wzrost jakości życia w historii, dzięki któremu przeciętny człowiek nie będzie musiał pracować, a w dłużej perspektywie możliwe że ktokolwiek bo rozwój sztucznej inteligencji nie musi się skończyć na prostych zawodach.
    Ale w kapitalizmie to nie oznacza „nie musimy pracować, bo maszyny to za nas robią”, tylko „nie możemy pracować, więc nie mamy hajsu”, i to jest smutne.

  4. Tom Aray

    W przypadku który podałeś, narzędzie zostało zmienione, operator pozostał ludzki. W aktualnym przypadku operatorem narzędzia zostaje komputer, lub przynajmniej ilość operatorów zostaje zredukowana.

  5. Andrzej Maczalski

    Problem jest z tym, że o ile powstanie tyle samo nowych miejsc pracy, to będą wymagały one coraz wyższych kwalifikacji, a jest wiele ludzi na świecie którzy najzwyczajniej w świecie nie nadają się do zbyt wymagających zajęć.

  6. Zeta Tajemnica

    W krajowej administracji publicznej już dawno działa niezliczona ilość różnych rozwiązań AI (kprm, poczta polska, ARiMR nie mówiąc o służbach). Problem polega na tym że za każdą instancja AI jest operator który podejmuje ostateczna decyzje i to się długo nie zmieni.

  7. Mac McFisher

    Algorytmy nakarmione kiepskiej jakości danymi sieci neuronowe mogą m.in. dyskryminować ludzi, powielając społeczne stereotypy, albo też np. pokazywać błędne diagnozy, które nie są adekwatne do sytuacji i stanu pacjenta. Z kolei w przypadku sektora finansów coraz częściej stosowane przez banki systemy oparte na SI mogą nie udzielić komuś kredytu tylko przez to, że ta osoba mieszka w dzielnicy o stosunkowo niskim poziomie średnich dochodów.