Pomnażanie przez dzielenie

Czy sharing economy faktycznie zrewolucjonizowało światowy rynek wymiany dóbr i usług? Ekonomia współdzielenia korzysta z waluty innej niż pieniądz: z zaufania.

Podziel się

facebook twitter google+ linkedin email
Sharing economy blog Norbert Biedrzycki

Mój artykuł w Fakt z dnia 4 marzec 2019 rok.

Dzielenie się to przyszłość naszego świata, w którym mocno przesadziliśmy z konsumpcją. Ekonomia współdzielenia korzysta z waluty innej niż pieniądz: z zaufania – taki wniosek prawie dekadę temu postawiła Amerykanka Rachel Botsman, badaczka nowych technologii i ekonomii współdzielenia. Czy 10 lat później jej przewidywania okazały się słuszne? Czy sharing economy faktycznie zrewolucjonizowało światowy rynek wymiany dóbr i usług?

Ekonomia współdzielenia (ang. sharing economy) zakłada, że zamiast kupować jakieś dobro lub usługę wypożyczamy lub dzielimy się nią z innymi. W praktyce oznacza to, że zamiast kupować samochód, którym jeździmy 2 godziny dziennie do pracy oraz na zakupy, umawiamy się z innymi, że będziemy z auta korzystać wspólnie.

Sharing economy blog Norbert Biedrzycki Fakt

Ponieważ nowe technologie, czyli Internet i komórki umożliwiają nam nieustanny kontakt z innymi użytkownikami, ekonomia współdzielenia kwitnie. Zamiast kupować nowe, można kupić używane (eBay), wyruszyć w drogę jednym samochodem z obcymi osobami, które jadą w tym samym kierunku i będą partycypować w kosztach paliwa (BlaBlaCar), czy wynająć na kilka dni mieszkanie, którego lokator wyjechał (Airbnb). Aplikacje, które to umożliwiają, są proste i intuicyjne w obsłudze. Nic więcej dziwnego, że zyskują ogromną popularność.

Tradycyjna ekonomia ma często kłopoty, czego oznaką są cykliczne kryzysy bankowe, niepokoje społeczne spowodowane nierównościami czy niepewnością jutra i rozbudowany korporacjonizm. To może prowadzić do kryzysu o wymiarze globalnym.

Czy więc ekonomia współdzielenia może być odpowiedzią na te problemy i zrewolucjonizuje nasze podejście do posiadania, zysku, korzyści?

Znajdujemy w niej proces wymiany dóbr, dzielenie się, skoncentrowanie się na zasobach dostępnych „tu i teraz”, położenie akcentu na budowanie więzi i poczucia grupowego zadowolenia.

Nic dziwnego, że chociaż to obszar ciągle niszowy, budzi ogromne zainteresowanie konsumentów, biznesu i coraz częściej również władz. Według raportów portalu Statista wartość globalnego rynku usług dzielonych ma urosnąć z 19,5 mld dolarów w 2018 r. do ponad 330 mld w 2025 r. Za tym zjawiskiem stoją więc już pieniądze, nowe organizacje, marketing i przede wszystkim ludzie, którzy – zakładając firmy – mają ambicję tworzenia nowej jakości.

Nowa ekonomia jest częścią filozofii millenialsów, osób urodzonych w latach 80. i 90. XX wieku. Dla nich naturalne jest, że zakupy odbywają się w internecie, a wszystko dzieje się szybko, wygodnie, w dobrej cenie, na podstawie rekomendacji znajomych oraz oczywiście na smartfonie. Częścią filozofii millenialsów jest też swoisty minimalizm, który zakłada, że „posiadanie” można zamienić na „używanie”, „wypożyczanie” i „korzystanie”.

Sharing economy blog Norbert Biedrzycki

Bez wątpienia zjawisko to jest także owocem nowego podejścia do przetwarzania danych. Bo przecież informacje o konsumencie, dostarczane dobrowolnie przez niego samego – o sobie, swoich potrzebach i zasobach – są w ekonomii współdzielenia kluczowe. Mam (chwilowo) wolne miejsce w samochodzie, wolny pokój w mieszkaniu, mam trochę wolnego czasu – dzielę się więc tym wszystkim, zarabiam na tym, a ktoś za chwilę zarobi w podobny sposób na mnie, dzieląc się swoimi zasobami i przy okazji minimalizując odpady czy negatywny wpływ na środowisko. Łączy się to ze zmiennością, rozproszeniem, a jednocześnie chęcią bycia częścią idei, która może być atrakcyjna nawet z punktu widzenia dużego kapitału.

Z drugiej strony obraz ten nie jest idylliczny. Na przykład w pierwszej połowie lutego mer Paryża ogłosiła, że miasto pozywa Airbnb za – jak to określono – stosowanie niedozwolonych reklam i tym samym psucie rynku wynajmu krótkotrwałego. Kalifornijską firmę może to kosztować nawet 12,5 mln euro. Własną bitwę na tym polu prowadzi Barcelona, gdzie ceny nieruchomości wzrosły, bo zamożni, często cudzoziemcy, kupują mieszkania, które potem wynajmują przez Internet. W Berlinie wprowadzono nowe regulacje, które teoretycznie znoszą zakaz wynajmu krótkoterminowego z 2016 roku, ale jednocześnie ograniczają go do 90 dni w roku. W wielu miejscach na cenzurowanym są też aplikacje do przejazdów, przeciwko używaniu których protestują taksówkarze. Na przykład w Bułgarii, Włoszech, Kanadzie czy Danii, doprowadzili lub mają szansę doprowadzić do ograniczenia działalności takich firm, jak Uber czy Taxify.

Być może te kontrowersje to naturalna kolej rzeczy, koszty gwałtownych zmian cywilizacyjnych. Warto jednak zwrócić uwagę, że dziś prawo nie nadąża za zmianami, jakie ekonomia współdzielenia wprowadza do rzeczywistości. Ustawodawcy powinni jak najszybciej zmierzyć się z regulacjami, które wzięłyby pod uwagę postulaty wszystkich strony związanych z sharing economy. Być może wprowadzenie rejestrów wynajmowanych mieszkań, wprowadzenie ograniczeń czasowych i uregulowanie kwestii finansowych, w szczególności podatkowych, to niezbędne minimum, które wymaga doprecyzowania. 

Mam też poczucie, że opisywane zjawisko to przede wszystkim pokłosie rewolucji, którą przyniosły nam już wcześniej nowe technologie. Ich dynamika i wciąż zaskakujące nas możliwości są jedną z sił napędowych ekonomii współdzielenia, dlatego jestem przekonany, że o tej dziedzinie gospodarki będzie jeszcze głośno.

Link do artykułu: Fakt

Powiązane artykuły:

– Czy gwarantowany dochód podstawowy będzie koniecznością?

– Zmierzch ery człowieka

– Niewidzialna pajęczyna wokół nas, czyli Internet Rzeczy

– Blockchain – święty Graal systemu finansowgo?

– Upadek hierarchii, czyli kto właściwie rządzi w Twojej firmie

Skomentuj

1 comment