Piękni 40-letni

Artykuł, wywiad w Forbes z marca 2012 roku. Zmiana pokoleniowa managerów w Polsce. Zostałem doceniony jako jeden z najlepszych managerów młodego pokolenia.

Podziel się

facebook twitter google+ linkedin email
Norbert Biedrzycki - manager

Menedżerów starej daty, takich jak Konrad Jaskóła, Marian Kostempski, Michał Skipietrow, z biznesowego panteonu wypierają młodsi, znacznie lepiej przygotowani, m.in. Mirosław Godlewski, Krzysztof Rosiński czy Norbert Biedrzycki. Zmiana pokoleniowa dobrze robi firmom

Artykuł, wywiad w Forbes z marca 2012 roku. Zmiana pokoleniowa managerów w Polsce. Zostałem doceniony jako jeden z najlepszych managerów młodego pokolenia. Po restrukturyzacji Sygnity i doprowadzeniu do wzrostu wartości spółki na GPW. W efekcie Sygnity stało się celem wrogiego przejęcia Asseco. Próba nieudana. Spółka została obroniona.

Duże sukcesy zaczynają odnosić też menedżerowie, którzy dopiero co przekroczyli czterdziestkę. Norbertowi Biedrzyckiemu (41 lat) żona co prawda wypomina, że w jego wieku Karwowski wybudował już Trasę Łazienkowską i Dworzec Centralny, ale to, co w dwa lata udało mu się z Sygnity, też robi wrażenie. W branży IT pracował jeszcze w czasie studiów, więc gdy je skończył, od razu wyłuskał go amerykański Oracle. Tu z sukcesami rozwijał biznes w całej Europie Środkowo-Wschodniej, czego zwieńczeniem było otrzymanie tłustego pakietu opcyjnego. Był rok 2000, bańka internetowa trwała w najlepsze, a wycena Oracle przekroczyła 200 mld dolarów.

–  Biznes kręcił się świetnie. Przyznane opcje na akcje pozwalały na godne życie. Czułem się trochę jak dobrze uposażony emeryt. Tyle że dopiero dobiegałem trzydziestki. Postanowiłem więc szybko to zmienić – wspomina Biedrzycki, który wówczas znalazł się na celowniku McKinseya.

Zgodził się na transfer, zwabiony perspektywą pracy przy najciekawszych projektach świata. Również tam odniósł błyskawiczny sukces, i to nie tylko dzięki talentom zawodowym. Biedrzycki to człowiek bezpośredni, łatwo nawiązuje kontakt. Budzi zaufanie.

Przełomowe było dla mnie spotkanie z szefem dużej niemieckiej korporacji. Po oficjalnej rozmowie wziął mnie na bok i zaproponował, abym przy lunchu pogadał z nim na temat pomysłu zaistnienia na rynkach wschodnich. I nie była to żadna propozycja pracy, ale prywatna porada – wspomina szef Sygnity.

Biedrzyckiego to ośmieliło i wkrótce stał się mckinseyowskim ulubieńcem klientów. Dowód tego dał m.in. Lakshmi Mittal. W 2004 r. zaprosił go, jako jedynego z całej firmy, na słynny już ślub swojej córki Vanishy, który urządził za 78 mln dolarów. Na koniec doceniła go także firma, awansując na pozycję partnera zarządzającego (Associate Principal), dwa szczeble poniżej ścisłego zarządu firmy.

W 2010 r. ciągłe latanie po świecie już go znużyło. Chciał również spędzać więcej czasu z rodziną. Wrócił do Warszawy. Dostał tu propozycję prowadzenia Sygnity. To miał być spacerek: zrestrukturyzowaną spółkę trzeba było popchnąć na ścieżkę wzrostu. Rzeczywistość okazała się całkowicie inna.

Spółka była zupełnie nieposprzątana. Wciąż szła w dół. Pożary trzeba było gasić w siedmiu miejscach naraz – wspomina Biedrzycki, który przeprowadził błyskawiczną, siedmiomiesięczną restrukturyzację. – Strategię robiliśmy w boju. Trzeba było jednocześnie restrukturyzować i myśleć o rozwoju Sygnity – dodaje.

Jego plan rozwoju jest bardzo podobny do sposobu Godlewskiego na Netię. Być bliżej rynku masowego, stawać się coraz bardziej nowoczesnym. Efektów nie trzeba nawet reklamować: pierwsze od sześciu lat zyski i zajazd Adama Górala.

 

Link do artykułu: http://www.forbes.pl/artykuly/sekcje/Strategie/piekni-40-letni,25482,2

 

Skomentuj