Business Insider: Sztuczna Inteligencja będzie generować sporo nowych miejsc pracy

W powszechnej opinii robotyzacja doprowadzi w przyszłości do destrukcji rynku pracy. Zmiany na tym obszarze są nieuniknione, to nie uważam, że muszą one mieć jednoznacznie negatywny wydźwięk. Wchodzimy bowiem w epokę zupełnie nowych umiejętności, a technologia zrodzi popyt na nowych specjalistów.

Podziel się

facebook twitter google+ linkedin email
Sztuczna inteligencja będzie generować sporo nowych miejsc pracy - Business Insider Norbert Biedrzycki May-01

Mój artykuł w BUSINESS INSIDER z dnia 1 maja 2018 roku.

 

Pisałem już na moim blogu o popularnych mitach dotyczących Sztucznej Inteligencji. Jeden z najbardziej rozpowszechnionych dotyczy kwestii rynków pracy. Wedle popularnej tezy czeka je wstrząs, a nawet stopniowa erozja. Bez względu na to, czy czekają nas zmiany gwałtowne, czy ewolucyjne, zachowanie obecnego status quo wydaje się trudne. Na rozwoju technologii skorzystają może korporacje, ale nie pracownicy – twierdzą pesymiści. Robotyzacja dla przemysłu i usług ma w ich opinii oznaczać masowe zwolnienia i likwidację wielu stanowisk. Sądzę, że faktycznie musimy wszyscy przygotować się na zmiany, natomiast chcę w tym tekście wykazać nie muszą one być tak jednoznacznie negatywne. A nawet wręcz przeciwnie: Sztuczna Inteligencja będzie generować sporo nowych miejsc pracy, wpływać na powstawanie nowych stanowisk i ról zawodowych. Cenione będą też nowe umiejętności.

 

Roboty zostaną opodatkowane

Czytając publikacje o tym, jak na rynek pracy może wpływać automatyzacja i robotyzacja, natknąłem się na sugestywna wizję dziennikarza Bena Tarnoffa przedstawioną w The Guardian. Tekst mnie zainteresował, bo chociaż autor nie kryje niepokojów, nie zatrzymuje się jednak na pesymistycznych uproszczeniach. Szuka też możliwych, a nawet koniecznych rozwiązań, które mogą łagodzić negatywne skutki robotyzacji. W artykule „Robots won’t just take our jobs – they’ll make the rich even richer”, autor twierdzi, że nowa technologia może przynieść wiele korzyści dla rozwoju społeczeństw, ale też nieść zagrożenia. Bez regulacji wprowadzonych przez polityków i ekonomistów, apokaliptyczne wizje mogą stać się faktem już za dziesięć lat – twierdzi Tarnoff. Ale tu pojawia się istotna według mnie refleksja dziennikarza dotycząca kwestii regulacji. Krytycy współczesnych procesów technologicznych zapominają, że żadne zmiany, tym bardziej dotyczące dużego rynku pracy, nie mogą następować bez mechanizmów prawnych czy ustawodawczych. To, że rewolucja technologiczna potrzebuje ustawodawczego wsparcia jest dla mnie jasne. Zadaniem każdych wprowadzanych regulacji jest przecież zapobieganie negatywnym procesom, które należy przewidywać – bez względu na to, czy wierzymy, że wystąpią, czy nie.

Zagrożeniem, na które wskazuje Ben Tarnoff ma być wykluczenie społeczne wielu grup zawodowych. Gdy technologia staje się coraz doskonalsza, a udział kosztów pracy w procesie tworzenia kapitału się systematycznie zmniejsza, korporacje zarabiają coraz więcej. Przeciętny pracownik nie staje się jednak beneficjentem tego procesu. Zwiększające się zyski, które są owocem większej efektywności trafiają bowiem wyłącznie do kieszeni inwestorów, właścicieli firm i nie będą reinwestowane w ludzi, czy w formie zwiększenia płac, czy dodatkowych szkoleń, rozwoju. Cały ten proces może przynieść drastyczne konsekwencje, łącznie z „buntem mas”. Bogaci mieliby więc coraz bardziej izolować się od reszty społeczeństwa, zamieszkiwać luksusowe, zamknięte enklawy, a pozbawieni pracy, przedstawiciele niższej i średniej klasy sięgać po radykalne rozwiązania, łącznie z użyciem siły. W tym ponurym scenariuszu technologia służy więc klasie uprzywilejowanej i staje się jakością „polityczną”.Co mogłoby zapobiegać tym apokaliptycznym scenariuszom? Według autora artykułu, może to być chociażby polityka podatkowa. Opodatkowanie robotów pozwoliłoby na wygenerowanie środków pozwalających na przekwalifikowanie zagrożonych pracowników lub zapewnienie im dochodu gwarantowanego. Do takich wniosków dochodzą już dzisiaj zarówno politycy unijni we Francji, jak i Bill Gates.

 

Nie wszyscy muszą się martwić

Czy jednak, tak naprawdę, jest się o co martwić? Teza, że robotyzacja może doprowadzić do likwidacji wielu stanowisk pracy nie jest aż tak oczywista, jakby mogło się wydawać. Coraz liczniejsze badania, które prowadzi się na ten temat pokazują zjawisko z wielu perspektyw i burzą popularne przekonania. Liczby nie są jednoznaczne. Natknąłem się co prawda na opinie, że istnieje 50 procentowa szansa na to, że w okresie 45 lat urządzenia korzystające z dobrodziejstw Sztucznej Inteligencji będą w stanie wykonywać WSZYSTKIE ludzkie działania, a w okresie 120 lat zautomatyzowane zostanie każde miejsce pracy. Wedle opinii oksfordzkiego profesora Michaela Osbourne specjalizującego się w problematyce machine learning, w ciągu najbliższych 20 lat maszyny mogą zastąpić około 47 procent naszych miejsc pracy. Innymi słowy, człowiek nie będzie miał nic do roboty. Na dzisiaj przemawiają do mnie jednak prognozy analityków, według których maszyny w ciągu najbliższych czterech lat mogą wyeliminować ok. 6 procent miejsc pracy. Nie jest to ciągle zatrważająca liczba, biorąc pod uwagę korzyści i możliwości, które mogą się pojawić. Szacuje się, że w Stanach Zjednoczonych automatyzacja spowoduje stratę 9,1 mln miejsc pracy do 2025 roku. Szacowany potencjał miejsc pracy do automatyzacji w Japonii to 55%, Indiach 52%, Chinach 51% a w USA 46%. W mojej ocenie ciągle nie jest to dużo.

W rozważaniach dotyczących rynku pracy ważna jest szersza perspektywa, która uwzględnia chociażby takie czynniki jak: charakter wykonywanej pracy, rodzaj stanowisk i wykształcenie pracowników. O tym, że to wszystko ma znaczenie, świadczy przykładowo opracowanie McKinsey Global Institute. Przyglądając się poniższym danym, szybko można spostrzec, że potencjalnie negatywne skutki robotyzacji i automatyzacji mogą dotyczyć określonych grup pracowników. O swoją przyszłość mogą więc martwić się kierowcy (wydaje się to jasne, gdy weźmiemy pod uwagę dynamiczny rozwój technologii pojazdów autonomicznych). Natomiast negatywne zmiany w niewielkim stopniu dotkną lekarzy, prawników, nauczycieli. Można podsumować to tak: prace, w których liczą się relacje międzyludzkie, kreatywność, inteligencja emocjonalna zagrożone nie będą, a nowoczesna technologia może być nawet poważnym sprzymierzeńcem w trakcie wykonywania wielu czynności zawodowych.

 

Przeczytaj więcej w pełnym artykule.

 

Link do pełnego artykułu

 

Powiązane artykuły:

– Maszyna cię nie przytuli, ale … wysłucha i coś doradzi

– Jak nie zginąć w erze digitalizacji, jak skutecznie transformować firmy?

Upadek hierarchii, czyli kto właściwie rządzi w Twojej firmie

W twojej firmie działa tajny układ. Znajdź go!

Twoi klienci przybywają z przyszłości, a ty gdzie jesteś? 

 

 

Skomentuj