Nie ma co się obawiać. Automatyzacja to nie tylko kasowanie miejsc pracy. To także tworzenie nowych

Artykuł w BarandsIT: W powszechnej opinii robotyzacja doprowadzi w przyszłości do destrukcji rynku pracy. Chociaż jestem pewien, że zmiany na tym obszarze są nieuniknione, to nie uważam, że muszą one mieć jednoznacznie negatywny wydźwięk.

Podziel się

facebook twitter linkedin email
BrandsIT - Nie ma co sie obawiac Norbert Biedrzycki

Mój artykuł w BRANDSIT z dnia 12 lutego 2018 roku.

Pisałem już na moim blogu o popularnych mitach dotyczących Sztucznej Inteligencji. Jeden z najbardziej rozpowszechnionych dotyczy kwestii rynków pracy. Wedle popularnej tezy czeka je wstrząs, a nawet stopniowa erozja. Bez względu na to, czy czekają nas zmiany gwałtowne, czy ewolucyjne, zachowanie obecnego status quo wydaje się trudne. Na rozwoju technologii skorzystają może korporacje, ale nie pracownicy – twierdzą pesymiści. Robotyzacja dla przemysłu i usług ma w ich opinii oznaczać masowe zwolnienia i likwidację wielu stanowisk. Sądzę, że faktycznie musimy wszyscy przygotować się na zmiany, natomiast chcę w tym tekście wykazać nie muszą one być tak jednoznacznie negatywne. A nawet wręcz przeciwnie: Sztuczna Inteligencja będzie generować sporo nowych miejsc pracy, wpływać na powstawanie nowych stanowisk i ról zawodowych. Cenione będą też nowe umiejętności.

 

Politycy w świecie Sztucznej Inteligencji

Czytając publikacje o tym, jak na rynek pracy może wpływać automatyzacja i robotyzacja, natknąłem się na sugestywna wizję dziennikarza Bena Tarnoffa przedstawioną w The Guardian. Tekst mnie zainteresował, bo chociaż autor nie kryje niepokojów, nie zatrzymuje się jednak na pesymistycznych uproszczeniach. Szuka też możliwych, a nawet koniecznych rozwiązań, które mogą łagodzić negatywne skutki robotyzacji. W artykule „Robots won’t just take our jobs – they’ll make the rich even richer”, autor twierdzi, że nowa technologia może przynieść wiele korzyści dla rozwoju społeczeństw, ale też nieść zagrożenia. Bez regulacji wprowadzonych przez polityków i ekonomistów, apokaliptyczne wizje mogą stać się faktem już za dziesięć lat – twierdzi Tarnoff. Ale tu pojawia się istotna według mnie refleksja dziennikarza dotycząca kwestii regulacji. Krytycy współczesnych procesów technologicznych zapominają, że żadne zmiany, tym bardziej dotyczące dużego rynku pracy, nie mogą następować bez mechanizmów prawnych czy ustawodawczych. To, że rewolucja technologiczna potrzebuje ustawodawczego wsparcia jest dla mnie jasne. Zadaniem każdych wprowadzanych regulacji jest przecież zapobieganie negatywnym procesom, które należy przewidywać – bez względu na to, czy wierzymy, że wystąpią, czy nie.

 

Podatki od robotów

Zagrożeniem, na które wskazuje Ben Tarnoff ma być wykluczenie społeczne wielu grup zawodowych. Gdy technologia staje się coraz doskonalsza, a udział kosztów pracy w procesie tworzenia kapitału się systematycznie zmniejsza, korporacje zarabiają coraz więcej. Przeciętny pracownik nie staje się jednak beneficjentem tego procesu. Zwiększające się zyski, które są owocem większej efektywności trafiają bowiem wyłącznie do kieszeni inwestorów, właścicieli firm i nie będą reinwestowane w ludzi, czy w formie zwiększenia płac, czy dodatkowych szkoleń, rozwoju. Cały ten proces może przynieść drastyczne konsekwencje, łącznie z „buntem mas”. Bogaci mieliby więc coraz bardziej izolować się od reszty społeczeństwa, zamieszkiwać luksusowe, zamknięte enklawy, a pozbawieni pracy, przedstawiciele niższej i średniej klasy sięgać po radykalne rozwiązania, łącznie z użyciem siły. W tym ponurym scenariuszu technologia służy więc klasie uprzywilejowanej i staje się jakością „polityczną”. Co mogłoby zapobiegać tym apokaliptycznym scenariuszom? Według autora artykułu, może to być chociażby polityka podatkowa. Opodatkowanie robotów pozwoliłoby na wygenerowanie środków pozwalających na przekwalifikowanie zagrożonych pracowników lub zapewnienie im dochodu gwarantowanego. Do takich wniosków dochodzą już dzisiaj zarówno politycy unijni we Francji, jak i Bill Gates. …

 

Link do pełnego artykułu

 

Powiązane artykuły na moim blogu:

– Tylko Bóg potrafi policzyć równie szybko, czyli świat komputerów kwantowych

Machine Learning. Komputery nie są już niemowlętami

Według naszych komputerów … Pan nie istnieje

Co pomyśli maszyna, gdy spojrzy nam głęboko w oczy?

Upadek hierarchii, czyli kto właściwie rządzi w Twojej firmie

Blockchain ma potencjał do wzruszenia podstawowych filarów naszego społeczeństwa

 

 

Skomentuj

9 comments

  1. TomekSz

    Zależy co określamy mianem Naszej Cywilizacji. Wspomniany tu dziś Harari W swojej książce Homo deus wyraźnie sygnalizuje że obecna cywilizacja jest na skraju. Lecz w mojej subiektywnej ocenie podlega ona w chwili obecnej bardzo głębokiej przemianie o znamionach wielkiej ewolucji myślenia przebiegającej równocześnie z wymianą pokoleń. Tak jak minął wiek pary mija i nasz wiek. Gwałtowny rozwój technologii opartej o sztuczną inteligencje zmienia sposób postrzegania świata. Mówi nam też Harari o wielu niebezpieczeństwach związanych z sensem życia i funkcjonowania człowieka. Brak konkretnego sesnsu wypełniającego zycie i nie opartego o doznanie szczęścia i konsumpcjonizm na co Harari zwraca szczególną uwagę powoduje lęk i strach ludzi przed technologią bo nie są na nią przygotowani. Przystosowanie i zmiana paradygmatu zyciowego przyjdzie nam z czasem. Brak nam w tym momencie wielu elementów które wypełniły by luki w wiedzy i poznaniu tego nowego świata który już stoi i czeka na naszym progu. Człowiek to bardzo skomplikowany twór. Bardziej skomplikowany niż by się to wydawało naukowcom i niż to opisuje Harari. Nie da się człowieka zamknąć w ramach i skonfigurować jako algorytm. Natomiast można ludzi sklasyfikować na świadomych tego co nas może czekać i tych którzy się poddadzą nurtowi obojętnie jaki by nie był. W swojej książce którą aktualnie pisze, staram się opisać takie postępowanie jako jednostki o charakterze samouczącym i potrafiącym wyciągać wnioski i rozijać się oraz jednostki programowalne które doskonale poradzą sobie we współczesnym świecie sztucznej inteligencji. Te pierwsze będą miały niestety trochę gorzej ale jest szansa że będą mogły mieć nad tym wszystkim jakąś kontrolę i będą potrafiły pokierowac i kształtować sztuczny świat elektroniki na właściwe jej tory czyniąc z niego coś pośredniego pomiędzy człowiekieim a maszyną. Rzecz w tym aby zrozumieć po co sami powstaliśmy i jak to się stało zanim sami staniemy się bogami i stwórcami. W przeciwnym razie grozi nam naprawdę bolesny upadek. ważne jest jak zaczniemy i w jakim kierunku nam to się potoczy. Ważne jest INITIO.

  2. Krzysztof Bikowski

    VR potrzebuje tzw. killer app – gry lub aplikacji, o której będzie mówił cały świat. Czegoś o takiej sile rażenia jak Pokemon Go – gry, która miała swoją premierę na początku lipca 2016 roku w USA, a w ciągu tygodnia zaczął w nią grać cały świat.

  3. Jacek B2

    Z pewnością nastąpią zmiany w strukturze pracy. Nie sądzę, żeby jakaś firma była w stanie zaproponować samodzielnie adekwatne rozwiązania wszystkich problemów. Zdecydowanie jednak sztuczna inteligencja jest dla nas szansą, a nie zagrożeniem.

  4. MJarosz99

    Boimy się kreatywnego myślenia i eksperymentu. W Polsce możem wdrażać nową technologię i filozofię życia, ale wymaga to zupełnie nowego podejścia i trochę fantazji i odwagi. Musielibyśmy otworzyć się tam na współpracę z wszystkimi innowatorami z całego świata. Możemy im tam stworzyć warunki do rozwoju. Eksportować swoją myśl itd. Też uważam, że większość obaw jest bezzasadnych i blokuje nasze zdrowe myślenie o użyciu AI i przez to jesteśmy mało twórczy i bierni.

  5. Jacek Czyz

    Pan ciągle pisze o AI jako zagrożeniu. Zgadzam się ze świat się zmieni ale powstaną też nowe zawody, nowe perspektywy.

    Jak zawsze ciekawy artykuł ale proszę pamiętać też o pozytywach