Zatrzymać pogłębianie się cyfrowych nierówności

Dzisiaj w rozwoju społecznym i gospodarczym nie chodzi wyłącznie o zapewnienie dostępu do Internetu, nie mniej istotne jest, w jaki sposób z niego korzystamy.

Podziel się

facebook twitter google+ linkedin email
Norbert Biedrzycki cyfrowe nierówności

 

Dzisiaj w rozwoju społecznym i gospodarczym nie chodzi wyłącznie o zapewnienie dostępu do Internetu, nie mniej istotne jest, w jaki sposób z niego korzystamy.

 

Pierwszy komputer moi synowie dostali na gwiazdkę. Starszy miał wtedy 6 lat, młodszy 4. To był rok 1997. Pentium II z Internetem przez linię TP SA. Wystarczyło wykręcić numer 0202122, poczekać aż modem skończy śpiewać i po chwili mogliśmy śmigać z zawrotną prędkością 56 Kb/s. Tak rozpoczęła się dla nich cyfrowa rewolucja w naszym domu. Dzięki temu chłopcy podchodzą do nowych technologii bez żadnych uprzedzeń, intuicyjnie. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie wszyscy ich rówieśnicy tak mają. Przecież w Polsce po tylu latach od pojawienia się Internetu ok. 30% rodzin wciąż nie ma komputera oraz dostępu do sieci. Blisko połowa z nich nie korzysta z nowych technologii, bo tego nie potrafi. Na wykluczenie najbardziej narażone są rodziny, w których rodzice nie mają pracy lub zarabiają niewiele, są gorzej wykształceni. Szczególnie dotyka to mieszkańców wsi. Powód jest prozaiczny: brak pieniędzy.

Inaczej, niż chcielibyśmy sobie wyobrażać, od większości państw Unii Europejskiej wciąż dzieli nas przepaść. Pod względem liczby osób korzystających z Internetu plasujemy się na szóstym miejscu od końca w Europie. To poniekąd uzasadnione historycznie, wciąż nadrabiamy ogromny dystans dzielący nas od krajów Starej Europy. Nadrabiamy go jednak – nie da się tego ukryć – bardzo wolno. Szczególnie jeśli spojrzeć na inne państwa naszego regionu.

Nie da się dokonać cyfrowej rewolucji bez rozwiniętej infrastruktury. Nie możemy się łudzić, że komputer i Internet w każdym domu rozwiążą problem. Sama dostępność nie jest bowiem panaceum. To tylko jeden z wielu celów, dziś wcale już nie najważniejszy. Poprawiając infrastrukturę możemy zmniejszyć grupę osób wykluczonych cyfrowo, ale wciąż nie rozwiążemy problemu cyfrowych nierówności. Nie chodzi bowiem wyłącznie o dostęp do sieci, nie mniej istotne jest przecież, jak z niej korzystamy.

Badanie przeprowadzone przez Kaiser Family Foundation dowodzi, że dzieci i nastolatkowie, których rodzice nie mają wyższego wykształcenia, dziennie spędzają o 90 minut więcej czasu przed komputerem niż ich rówieśnicy z lepiej wykształconych rodzin. Dla porównania, dekadę wcześniej ta różnica wynosiła jedynie 19 minut.

Tymczasem kluczowy, z punktu widzenia rozwoju młodych, nie jest dostęp do seriali, oglądanie śmiesznych klipów czy korzystanie z mediów społecznościowych, na czym głównie spędzają czas w Internecie. To jedynie zabijanie nudy, które w erze przed-internetowej wypełniało siedzenie na trzepaku na podwórku. Rodzice, w większości bardzo zapracowani, nie mają ani możliwości, ani dostępu do instrumentów pozwalających monitorować, co ich dzieci robią w Internecie. Oznacza to, że dalszy rozwój infrastruktury, choć sam w sobie niezbędny, zamiast wyrównywać szanse młodych ludzi z różnych środowisk, może wręcz pogłębiać dotychczasowe nierówności. Żebyśmy nie wpadli w tę pułapkę, inwestycjom w programy infrastrukturalne musi towarzyszyć rozwój programów edukacyjnych uwzględniających budowę kapitału ludzkiego młodego pokolenia.

Można to zrobić na wiele sposób. Być może udział w przetargach publicznych związanych z teleinformatyką powinien być uzależniony od zaproponowania specjalnych programów dedykowanych uczniom. Innym pomysłem mogą być zbiorowe zakupy oprogramowania dla szkół po preferencyjnych cenach, z zastrzeżeniem, że jednocześnie będzie ono dzięki chmurze dostępne dla uczniów także w domu.

Najpierw jednak musimy wiedzieć, do kogo w pierwszej kolejności należy kierować wsparcie. Brytyjczycy stworzyli mapę wykluczenia cyfrowego. Nie ogranicza się ona wyłącznie do białych plan, gdzie nie ma dostępu do sieci. Narzędzie to uwzględnia również np. cyfrowe umiejętności Brytyjczyków i to, jak często z nich korzystają, pokazując dzięki temu powiązanie wykluczenia cyfrowego i społecznego. Taka mapa, gdyby powstała także w Polsce (większość potrzebnych danych przecież mamy), pozwoliłaby kierować pomoc w pierwszej kolejności tam, gdzie jest ona najbardziej potrzebna. Bez niej działamy po omacku.

Nie możemy przerzucać obowiązku tworzenia podobnych narzędzi wyłącznie na administrację publiczną. Budowa cyfrowego społeczeństwa, które ma otwarty i równy dostęp do technologii, leży w interesie nas wszystkich. Aktywniej włączyć się musi także branża IT, która mając już na tym polu spore sukcesy, wciąż może robić więcej. To nasza odpowiedzialność społeczna. Bo jeśli nie my to kto? Jeśli nie teraz to kiedy? Stawką jest przecież jakość życia naszych dzieci.

 

Powiązane artykuły:

Sztuczna Inteligencja jako fundament dla kluczowych technologii

Twoi klienci przybywają z przyszłości, a ty gdzie jesteś?

Co to jest blockchain? Wszystko co trzeba o nim wiedzieć

Praca przyszłości, czyli zaczniemy pracować od nowa

TESLA a ludzkie prawo do błędów

Blisko 1150 miejsc w Polsce wciąż nie ma dostępu do internetu

 

Skomentuj

1 comment