Lecimy w kosmos

Pudełko o wymiarach 10x10x11,3 cm i wadze 1 kg. Przypomina kostkę Rubika. Aby je zbudować studenci warszawskiej Politechniki poświęcili kilka lat swojego życia.

Norbert Biedrzycki kosmos satelita

 

Pudełko o wymiarach 10x10x11,3 cm i wadze 1 kg. Przypomina kostkę Rubika. Aby je zbudować studenci warszawskiej Politechniki poświęcili kilka lat swojego życia. 13 lutego 2012 roku ich marzenie się spełniło.

Siedziałem wtedy w pracy przed monitorem komputera obserwując start rakiety Vega z Gujańskiego Centrum Kosmicznego. To ona wyniosła na orbitę zbudowanego przez studentów pierwszego polskiego satelitę PW-Sat. I choć tamta misja zakończyła się niepowodzeniem, to przetarli szlak innym, a ja myślałem już o tym, że w takim właśnie projekcie chcę wziąć udział.

Nie oszukujmy się, dotychczas w wyścigu kosmicznym nie odgrywaliśmy jakiejś znaczącej roli. Wszystko rozbijało się o fundusze. Satelita studencki kosztował 200 tys. zł. To niewielki procent tego, ile inwestuje się w profesjonalne satelity. Brakowało nam zaplecza, know-how i zaawansowanych technologii.

Nie sądziłem, że okazja nadarzy się już 4 lata później. Atos Polska, do którego drużyny dołączyłem w lutym tego roku, właśnie pracuje nad pierwszym polskim satelitą komercyjnym. Najwięcej emocji budzi oczywiście nie 40-kg satelita, ale sam system, nad którym pracujemy. Będzie on bardzo złożony – składać się na niego będą nadajniki sygnałów zainstalowane na statkach, naziemna stacja łączności, centrum kontroli lotów i sterowania oraz terminale danych udostępniane użytkownikom.

Cel? Zbieranie informacji z automatycznego systemu identyfikacji statków na potrzeby monitorowania i nadzoru bezpieczeństwa ruchu morskiego. Z systemu korzystać będą głównie polskie instytucje, m.in. urzędy morskie, wojsko, Straż Graniczna, Morska Służba Poszukiwania i Ratownictwa, służby specjalne. Ale nie tylko, także Europejska Agencja Bezpieczeństwa Morskiego.

Zaczynamy od wykonania projektu misji satelity i architektury podsystemów. Ten etap chcemy zakończyć do końca 2017 roku. Następnie powstanie prototyp systemu i sam satelita. Po planowanym na rok 2020 wystrzeleniu rakiety, który wyniesie system na orbitę, pozostaje nam faza operacyjna systemu. I na koniec – sprowadzenie satelity z orbity po zakończeniu misji. W sumie w trakcie trwania projektu będziemy mierzyć i weryfikować ok. 10 tys. konkretnych wymagań i parametrów.

Po co to wszystko? Pierwszy polski satelita komercyjny nie jest sztuką dla sztuki, choć niewątpliwie wszyscy ogromnie dużo się przy tym projekcie uczymy. Doświadczenie zdobyte w nadchodzących latach jest niebagatelne zarówno dla partnerów biznesowych, jak i naukowych i przysłuży się rozwojowi polskiej nauki. To ważny, ale niejedyny cel tego przedsięwzięcia.

O co tak naprawdę chodzi? Dobrze ujęli to moi współpracownicy odpowiedzialni w ATOS Polska za ten projekt – satelita jest potrzebny, bo Ziemia nie jest płaska.

Wróćmy jednak na ziemię. Dzięki naszemu satelicie zwiększymy bezpieczeństwo ruchu morskiego. Dziś już w ruchu morskim działa Automatyczny System Identyfikacji (AIS) do śledzenia statków i zapobieganiu kolizji. Ma jednak ograniczony zasięg – 74 kilometry czyli 40 mil morskich. Oznacza to, że statek znajdujący się w większej odległości nie odbierze sygnału z innej jednostki lub stacji brzegowej. Właśnie dlatego, że ziemia nie jest płaska, a moc nadajników i czułość odbiorników są ograniczone. Wykorzystanie satelity, nad którym pracujemy, pozwoli zbierać dane AIS z jednostek morskich znajdujących się poza zasięgiem stacji brzegowych i przekazywać je do odbiorców. Można wręcz powiedzieć, że nasz satelita uczyni ziemię płaską.

Jest jeszcze inny aspekt tego projektu – nasze bezpieczeństwo. Dzięki satelicie dowiemy się, co dzieje się na naszych wodach terytorialnych, jakie statki się do nich zbliżają. Znacząco powinno to poprawić ochronę graniczną. Istotne dla naszej obronności będzie miało także ogromne doświadczenie, jakie instytucje naukowe zdobędą w czasie tej misji. W przyszłości będziemy mogli je wykorzystać wprost do stworzenia pierwszego polskiego satelity dla sektora obronnego.

Ten projekt to wielki krok dla całej krajowej branży kosmicznej. Nie było wcześniej satelity, który zostałby wykonany przez wyłącznie polskie konsorcjum biznesowo-naukowe. Jestem dumny z tego, że ATOS może być jego częścią i bardzo cieszę się na współpracę z naszymi partnerami – Creotech Instruments S.A., Hertz Systems, Centrum Badań Kosmicznych, Instytutem Łączności  Akademią Morska w Gdyni i Śląskim Centrum Naukowo-Technologicznym Przemysłu Lotniczego.

Lem pisał, że „kosmos to labirynt zbudowany z labiryntów. W każdym otwiera się następny. Tam, dokąd nie umiemy wejść sami, dostajemy się matematyką. Sporządzamy z niej wózki do poruszania się w nieludzkich obszarach świata”.

Nasz satelita jest właśnie takim wózkiem. Łącznikami pomiędzy kosmosem a Ziemią. Choć nie pozwala nam bliżej wejrzeć w gwiazdy, to umożliwia lepiej widzieć z gwiazd, to wszystko, co dzieje się u nas na Ziemi.

 

Powiązane artykuły:

Koniec życia jakie znamy, czyli witajcie w zdygitalizowanym świecie

Nowy gracz na sportowej arenie: Big Data

Sztuczna Inteligencja – realne zagrożenie czy nieuzasadniona obawa?

Czarnobyl – bomba wciąż tyka

Przyszłość e-commerce na Kubie i perspektywy dla cyfryzacji

Sagrada Familia i Internet Rzeczy

Skomentuj

2 comments

    • Norbert Biedrzycki  

      Na razie prace trwają. Atos jest odpowiedzialny za zbieranie i przesyłanie danych. Cała warstwa telekomunikacyjna. Będę informował o postępach