Jak obchodzić się z DANYMI, by nie zwariować?

Coraz większą wartość rynkową mają informacje i dane. W związku z tym jak powinna zachowywać się firma, by wzmacniać konkurencyjność? Jakie korzyści mogą czerpać indywidualni klienci ze świata zdominowanego przez olbrzymie zbiory danych?

Podziel się

facebook twitter google+ linkedin email
Jak obchodzić się z DANYMI, by nie zwariować - Business Ins

Mój artykuł w BUSINESS INSIDER z dnia 22 grudnia 2018 roku.

 

Aby pokonać tysiące kilometrów, wystarczy mi zaledwie kilka godzin lotu samolotem.  Przemieszczanie się z jednego zakątka globu do drugiego nigdy nie było tak proste, łatwo dostępne i względnie tanie. Ale czy zdajemy sobie sprawę z tego, ile informacji zostaje nadanych, odebranych i przetworzonych, by do takiej podróży doszło? Wyszukiwarka w internecie, reklamy linii lotniczych, porównywarki cen, rezerwacja lotu, zakup biletu, logowanie się do konta bankowego, użycie karty kredytowej, korzystanie ze specjalnie dobranej oferty promocyjnej, podróż samochodem na lotnisko (w samochodzie strumienie informacji przetwarza na bieżąco gps i inne urządzenia elektroniczne) czy nadanie bagażu – dla tych wszystkich operacji paliwem są ogromne zbiory danych (big data).

 

Ta świadomość w codziennym życiu nam umyka, nie jest potrzebna, do takiego świata się przyzwyczailiśmy. Nikogo pewnie z nas nie zaskoczy teza, że z roku na rok od tych strumieni informacji będziemysię coraz bardziej uzależniać. Firma analityczna IDC przewiduje, że cyfrowy wszechświat, czyli ilość przetwarzanych, dostarczanych, tworzonych, wysyłanych i odbieranych danych osiągnie w roku 2025 poziom 180 zettabajtów (proszę dodać 21 zer do liczby 180).Już dzisiaj ilość informacji, która nas atakuje w ciągu zaledwie jednej doby, równa sięwszystkim informacjom, które docierały do mieszkańca ziemi w ciągu … 100 lat XX wieku.

Co z tego wynika dla nas już teraz, i jak wpływać to będzie na nasze życie w przyszłości? Czy uda się nam stworzyć standardy korzystania z danych i ich udostępniania, tak by chronić nasze prawo do prywatności? Czy będziemy potrafili docierać do informacji rzetelnych i odróżniać je od fałszywych? Czy jako klienci i osoby prywatne będziemy mogli dysponować danymi na nasz temat w taki sposób, by czerpać z tego zyski? Czy zarządy współczesnych firm zdają sobie sprawę z tego, jaką konkretnie wartość biznesową mają dane będące w ich posiadaniu?

 

Sprzedam portalowi, to co chcę

Nasze cyfrowe„ja” to nie tylko informacje takie jak: data urodzenia, adres, numer telefonu czy adres mailowy, ale także informacje o pracy, zainteresowaniach, zdrowiu, finansach. Innowacyjną usługą mogą w przyszłości stać się rozwiązania, dzięki którym my konsumenci, zaczniemy monetyzować informacje, na których dzisiaj zarabiają firmy, wykorzystując je do usług reklamowych. Odwrócenie relacji, w taki sposób, by klient mógł otrzymywać wynagrodzenie za udostępnianie informacji na swój temat, mogłoby przynieść ciekawe efekty, a relacja siły w układzie klient indywidualny – korporacja wzrosłaby niepomiernie po stronie tego pierwszego.

Przykładem takiego właśnie spojrzenia na role sprzedawcy i nabywcy danych jest działalność firmy Datacoup. Jej misją jest – jak sama ją określa na swojej witrynie – zmiana niesymetrycznego modelu, w którym firmy masowo wykorzystują dane użytkowników, a ci ostatni nic z tego nie mają. W tym przypadku klient tworzy w serwisie Datacoup profil własnej osoby, a jego składowe określają jego wartość rynkową. Informacje zebrane w profilu zostają następnie udostępnione przez Datacoup zainteresowanym nabywcom, głównie bankom i firmom ubezpieczeniowym, które za to płacą.

Trudno dzisiaj orzekać, czy tak zorganizowany system wymiany informacji na nowych zasadach, przyjmie się. Popularyzacja takiego odwróconego modelu wymagałaby od nas zmiany naszych przyzwyczajeń, potrzebne by były poważne rozwiązania prawne i w dużej mierze dobra wola kręgów biznesowych.

Innym przykładem mogą być cyfrowe portfele. Przybierają różną postać – od kart cyfrowych do wyspecjalizowanych aplikacji zainstalowanych na naszych smartfonach. Przechowują dane o nas, o naszych transakcjach, kartach, kontach czy często również naszych przyzwyczajeniach i upodobaniach zakupowych. Są skarbnicą wiedzy o nas samych. Komu te dane są teraz udostępniane? Najczęściej producentom tychże portfeli, którzy następnie te dane w formie zagregowanej, zanonimizowanej sprzedają dalej. Czy my jako twórcy i właściciele tych danych, mamy z tego jakąś korzyść? Oprócz dedykowanych dla nas ofert w postaci wszechobecnych reklam, raczej niewielką.

 

Internet Rzeczy, czyli rewolucja w świecie danych

Zalewa nas masa danych wartościowych i bezwartościowych, fałszywych i prawdziwych, potrzebnych i zbędnych. Ten proces wydaje się nie mieć końca, a kolejne terabajty informacji będą rodzić się w przyszłości bez naszego udziału, za sprawą – Internetu Rzeczy. Połączenie w jeden organizm komputerów, czujników, pojazdów, robotów, urządzeń przemysłowych i domowych, smartfonów, czy środków transportu spowoduje lawinowy przyrost informacji – zmiennych, a wręcz efemerycznych.

Globalna sieć współpracujących ze sobą urządzeń może okazać się dla nas poważnym wyzwaniem. Do tej pory żadna społeczność, miasto czy państwo nie doświadczyło sytuacji, w której inteligentna elektronika usamodzielnia się, „karmiąc się” informacjami, które sama generuje. Jak kontrolować ten proces? Internet Rzeczy może rodzić problemy dla przyszłych systemów prawnych, które będą musiały zmagać się z faktem masowego powstawania informacji, których nadawców/właścicieli trudno będzie zidentyfikować. Informacje te rodzą się niejako samodzielnie w inteligentnych urządzeniach – będą to w dużym stopniu dane „anonimowe”.

 

 

Nowe cele organizacji

Jak powinna zachowywać się firma, by przetrwać na rynku zdominowanym przez olbrzymie zbiory danych? Jej misją jest uświadomienie pracownikom wszystkich szczebli i działów, że to właśnie DANE stają się podstawowym produktem. Umiejętność przetwarzania, gromadzenia, wymiany, zabezpieczania i monetyzowania informacji będzie w coraz poważniejszym stopniu wpływała na pozycję rynkową i wycenę każdej organizacji. Wdrożenie nowoczesnych procesów zarządzania danymi jest więckluczowym wyzwaniem dla działów IT. Równie ważne są szkolenia, które zapewnią pracownikom świadome użytkowanie danych. Na razie bowiem terminy takie jak: „machine learning” czy „deep learning” dla wielu zarządów są abstrakcyjnymi terminami, zrozumiałymi jedynie przez działy IT czy Advanced Analytics. A przecież to właśnie te technologie będą w przyszłości wpływać na zdolność organizacji do funkcjonowania na rynku.

 

Informacje muszą współpracować

Aby firmy mogły sprostać wymaganiom dynamicznie zmieniającego się rynku, zarządy muszą zrezygnować z przyzwyczajeń i tradycyjnego spojrzenia na biznes. Nowoczesna technologia w firmie nie ma być jedynie zabawką dla działu IT, który cieszy się, bo udało mu się przekonać osoby decyzyjne do zakupu tej, czy innej aplikacji, algorytmu czy sieci neuronowej. Implementacja nowej technologii to najpoważniejszy warunek utrzymania firmy przy życiu. Przecież to technologia pozwala szybko ocenić, czy przyjęta strategia marketingowa, produktowa, sprzedażowa przynosi wymierne rezultaty.

Szybko dostępne i szybko przetwarzalne zbiory informacji stają sięwartością bezdyskusyjną. By przekonać osoby odpowiedzialne do inwestowania w najnowszą technologię, w tym mechanizmy oparte na Sztucznej Inteligencji, warto czasem posłużyć się argumentami futurystów. Mogą oni przecież tworzyć scenariusze użycia lub scenariusze biznesowe (use cases) czy modele wykorzystania danych oparte na nowoczesnych technologiach – takich, które są dopiero w powijakach, a które mają szanse się rozwinąć i odgrywać ogromną rolę w przyszłości. Jakich technologiach? Pomyślmy tutaj o możliwościach, które daje bezpośrednie sprzężenie mózgu ludzkiego z maszyną w celu wyeliminowania najbardziej nieefektywnego interfejsu człowiek-maszyna, a mianowicie klawiatury komputerowej. Przy tym wirtualna czy rozszerzona rzeczywistość (tak obecnie popularna i szturmem wchodząca do branży rozrywkowej czy produkcyjnej) wygląda jak zabawka.

 

Prostota jest w cenie

Jednym z kryteriów oceny efektywności systemu zarządzania danymi w firmie staje się łatwość jego obsługi. Pozytywne user experience jest priorytetem, a nie kaprysem rozpieszczonego użytkownika. Przetwarzając dane w firmie, mamy czuć się jak w samochodzie, który dowozi nas do celu nie tylko szybko i bezpiecznie, ale i komfortowo. Komfort używania narzędzi technologicznych – jako wartość – jest owocem przemian, które dokonały się w naszym świecie w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Błyskawicznie i komfortowo – oto dewiza współczesnego konsumenta. Teraz staje się dewizą menedżera. Między elektroniką użytkową – smartfonem, nawigacją samochodową, tabletem, a profesjonalnymi aplikacjami w miejscu pracy nie może być przepaści. W walce o dobrego pracownika zwyciężą te firmy, które zrozumieją, jak ważny jest dla niego komfort użytkowania systemów i urządzeń. Świat wymusił na nas to, by zdemokratyzować proces obchodzenia się z narzędziami powstałymi w oparciu o wyrafinowaną myśl techniczną. Podsumowując: im prościej, tym lepiej. Kariera chmury jako uniwersalnego modelu wymiany danych doprowadziła do popularności takich aplikacji, jak chociażby: Dropbox, Google Drive, czy WeTransfer. Skomplikowane procesy zarządzania projektami nabrały prostoty dzięki Asanie, czy Trello, a planowanie zadań i zarządzanie notatkami staje się dużo przyjemniejsze przy użyciu takich aplikacji jak Evernote. Wszystkie te narzędzia działają w zgodzie z podstawową zasadą: im prościej, tym lepiej i skuteczniej.

 

Każdy stworzy aplikację

Prostota rozwiązań może doprowadzić do interesujących scenariuszy. Niemal każdy z nas natyka się w sieci na reklamy stron czy aplikacji, które pomagają tworzyć nam – zwykłym użytkownikom – proste witryny internetowe. Nie trzeba wysiłku, by wyobrazić sytuację, w której – jako prywatni użytkownicy – będziemy mieli z czasem dostęp do dowolnych narzędzi, które umożliwią nam samodzielne, łatwe tworzenie aplikacji. Współczesne start-upy pracują nad rozwiązaniami, które pozwolą użytkownikom sieci oddzielać informacje prawdziwe od fałszywych. W przyszłości to my – samodzielnie i zaledwie z paru elementów – powinniśmy budować aplikacje, które pomogą nam w tym procesie. Urządzenia, które ułatwiać będą nam życie w biznesie lub pracy biurowej, w niedalekiej przyszłości nie będą owocem pracy informatyków. Będziemy je tworzyć my, samodzielnie. Tworzenie biznesowych aplikacji może wkrótce przypominać zabawę klockami Lego, podczas której my określimy cel i sposób działania urządzenia. Może właśnie takie inteligentne zabawki dla profesjonalistów będą niezbędne do panowania nad rzeczywistością, która przytłacza nas coraz to nowymi treściami?

 

 

Targ informacji

Monetyzacja danych będzie postępować w coraz szybszym tempie. Komercjalizacja tego rynku zaczęła się w okolicach 2000 roku, czyli w chwili pojawienia się tzw. bańki internetowej. Wiele firm internetowych, po przeżyciu na własnej skórze kryzysu, zaczęło rozglądać się za nowymi źródłami dochodu. I tak powstał pomysł, by stworzyć zapotrzebowanie na nowych produkt: DANE. Cały pomysł spodobał się w świecie marketingu, który tych danych mocno potrzebuje, by identyfikować zachowania i profil klienta. Dzisiaj potrzebują ich już wszyscy, dlatego firmy oferujące narzędzia, pozwalające na błyskawiczne porządkowanie i wyszukiwanie informacji, mają przed sobą ciekawą przyszłość. Kupowanie gotowych algorytmów przez wielki biznes stanie się być może modą. Jej konsekwencją mogą być narodziny nowych branż z obszaru technologii. W tym kontekście trudno się nie zgodzić z opinią (cytowaną przez pismo The Economist) Hala Variana, ekonomisty pracującego dla Google, który twierdzi, że poprzez kosmiczne rozmnożenie danych, ich wartość – samych w sobie –nie będzie rosnąć, co zresztą z punktu widzenia klasycznej ekonomii jest logiczne. To, co będzie jednak zwiększać swoją wartość, to inteligencja dobrze zaprojektowanych algorytmów, które te dane będą filtrować, szeregować i porządkować. Przyszłość rynku danych to przyszłość informacji pozyskiwanych z czujników umieszczanych w komunikacji miejskiej, miejscach publicznych – gdzie wszyscy będziemy zostawiali „ślady” naszej obecności, plus lawina informacji, którą zostawiamy w social media i w sklepach internetowych. To na tych obszarach będzie dalej toczyć się gra pod tytułem BIG DATA. I to właśnie tym obszarom powinni się przyglądać producenci algorytmów, bo stamtąd będzie pochodzić najcenniejszy „surowiec” w postaci wiedzy o współczesnym kliencie. Czy algorytmy przyszłości będą w stanie „przerobić” strumienie danych z tych wszystkich, różnorodnych źródeł, tak by w rezultacie efekt tych operacji był interesujący dla korporacyjnych nabywców – czas pokaże.

 

Przeczytaj więcej w pełnym artykule.

 

Link do pełnego artykułu

 

Powiązane artykuły

– Między dobrem a złem, czyli kilka refleksji o etycznym przywództwie

– Automatyzacja nie zniszczy wszystkich biurek

– Niepewność ma swój urok. Czyli o tym, kim jest lider w erze gospodarki cyfrowej

– Lider. Od Dyktatora do Partnera

– Czy gwarantowany dochód podstawowy będzie koniecznością?

– Czy roboty zaczną grzeszyć?

 

Skomentuj

3 comments